PRZYJAŹŃ, LITERATURA I BERLIN



"Natalie Wasserman to zadziwiająca postać. Bardzo twórcza, uzdolniona językowo, z ogromną fantazją. Odnajduje się niemal w każdej sytuacji, zarówno, gdy prowadzi warsztaty pisarskie, ale także zajmując się pozostałymi aktywnościami. Jest bardzo wszechstronna. Pełna wrażliwości i wyczucia. A dla mnie to przede wszystkim niezwykle inspirująca osobowość" - tak o swojej młodszej koleżance mówi Ruth, pisarka, od czterdziestu lat mieszkająca w Berlinie.

Natalie i Ruth poznały się trzy lata temu w Sprachcafe, w dzielnicy Pankow. Obie twórcze, otwarte na wymianę międzykulturową. Stworzyły zgrany duet, prowadząc klika razy do roku warsztaty kreatywnego pisania. Wydawałoby się, że wiele je dzieli - różnice pokoleniowe, pochodzenie, temperament, codzienny tryb życia. A jednak z tych różnic zrodziła się przyjaźń, w której są dla siebie wzajemną inspiracją i recenzentkami artystycznych działań.

Obie mają dystans wobec zagadnienia feminizmu. I o ile zgadzają się, że podstawą tego prądu są równouprawnienie, możliwość samostanowienia, potrzeba samodzielności i niezależność finansowa, o tyle sposób realizacji pewnych postulatów, wzbudza w nich mieszane uczucia. Wszyscy powinni mieć takie same prawa, a kobietom nadal jest trudniej. Natalie, wspomina czas, gdy wyjechała do Gdańska na studia i rodzice wynajęli jej mieszkanie - "To wzbudzało ogromną nieufność sąsiadów. Dziewczyna, która mieszka sama, w dużym mieście". Większość rówieśników mieszkała jeszcze z rodzicami... Przypomina też wykładnię prawa, obowiązującego jeszcze w XX wieku w Niemczech - "Mąż musiał wydać pisemną zgodę, aby żona mogła podjąć pracę". Ruth potwierdza, że sama również zetknęła się z dyskryminacją ze względu na płeć - "Pracując w konsulacie brytyjskim, usłyszałam od mężczyzny na wysokim stanowisku, że kobiety nie powinny pracować, tylko zajmować się domem. Zapanowała nieprzyjemna atmosfera".

Dla obu też istotnym zagadnieniem jest problem integracji kulturowej. Natalie, jest berlinianką, tu się urodziła i wychowała, natomiast rodzice pochodzą z Polski. Natomiast Ruth, której rodzice poznali się w Londynie, miejscu jej urodzenia, podkreśla, że jest żydowskiego pochodzenia. Tam, w Anglii, skończyła filologię germańską, a następnie w Stuttgarcie - antropozofię.

Według Natalie integracja powinna mieć wymiar inkluzyjny i widzi ten proces, jako kształtowanie spójnego społeczeństwa, ale stworzonego z indywidualności. Co ważne, należy szukać wspólnych zainteresowań, tematów, aby wyjść do drugiego człowieka, poznać się i zrozumieć. Był taki moment w życiu, gdy miała problem z tożsamością narodową. To było właśnie wtedy, gdy wyjechała na studia, a język polski, którego nauczyła się od rodziców, był w jakimś sensie nieaktualny, dziwnie brzmiał dla jej polskich rówieśników. Ruth nigdy nie czuła się Angielką, dlatego po studiach zmieniała miejsca zamieszkania, aby ostatecznie osiedlić się w Berlinie. Zawsze interesowała ją też Polska i zagadnienia z tym krajem związane. Chociaż musiała oswoić się z niechęcią, jaką Polacy wyrażali wobec Żydów. "Pocieszył" ją wtedy Marek Edelman, mówiąc - "Polacy nie są antysemitami. Polacy są anty - wszystkie inne nacje". To nie zniechęciło pisarki do tego zagadkowego kraju. W latach 2001/2002 została wydana, napisana przez nią powieść "Krakowiak". Dokonuje w niej analizy relacji między Polakami a Niemcami a główną bohaterką jest Polka, katoliczka, która poznaje Amerykanina żydowskiego pochodzenia.

Natalie uważa, że definiowanie własnej narodowości nie jest niezbędne - "Żyjemy w czasach, w których ludzie migrują, przeprowadzają się. Dlatego ja lubię mówić o sobie, że jestem berlinianką - i tyle". Uważa też, że Berlin to szczególne miasto, bo można mieć w nim "mało, albo wcale" i - mając pomysł na siebie - zupełnie dobrze sobie radzić. Jest teatrologiem, publicystką, skończyła też filologię polską na Uniwersytecie Humbolta. prowadzi interkulturowe warsztaty. Bardzo ceni współprowadzenie warsztatów kreatywnego pisania i to, że ludzie tak chętnie dzielą się tym, co stworzyli. Ceni też różną perspektywę w postrzeganiu i oddawaniu rzeczywistości.

Ruth miała szczęście w życiu poznać wiele wspaniałych, uznanych osób ze świata kultury. Między innymi polską poetkę współczesną i laureatkę Nagrody Nobla, Wisławę Szymborską. Mówię jej o moim ukochanym wierszu Szymborskiej, "Kot w pustym mieszkaniu", co wyzwala opowieść Ruth o kocie, Kazimierzu - "Ma już dziewięć lat, jest bardzo dostojny. Mój sąsiad, podzielił się kiedyś ze mną lękiem, że gdy umrze, nikt nie nakarmi jego kota. Sama nieraz też się nad tym zastanawiam" - uśmiecha się jednak lekko mówiąc te słowa. A ukochana książka Ruth? - "Faust". Porusza mnie głębia refleksji nad problemem człowieczeństwa".


Text : Monika Lesner, Foto: priv.arch.& Sprachcafe Pankow